Cała władza w ręce ekspertów!

Hitem internetu stał się króciutki artykuł Filipa Springera, pokazujący, jak to pozujący na eksperta ekonomicznego i nowego zbawce polskiej polityki, Ryszard Petru, wsławił się swego czasu zapewnieniami, że kurs franka szwajcarskiego nie wzrośnie (przy każdym wzroście słuchacze/czytelnicy pana Petru dowiadywali się że to już koniec i gorzej nie będzie).

Można tę historię rozpatrywać w wymiarze indywidualno-etycznym: jak to się dzieje, że człowiek, którego prognozy okazywały się raz za razem jawnie fałszywe, co doprowadziło tysiące ludzi w Polsce na skraj bankructwa i bezdomności, nie dość że nie traci pozycji „eksperta od ekonomii”, lecz jeszcze jest traktowany jako poważny polityk, oraz ciągle otrzymuje coraz to bardziej intratne posady. Można by załamywać ręce nad poziomem polskiej debaty publicznej, gdzie zasada odpowiedzialności za głoszone tezy, jak widać, praktycznie nie istnieje.

Problem jest jednak głębszy. Polega on na roli jaką w polskich mediach i polskiej polityce odgrywają „eksperci od ekonomii”. To są ci ludzie, którzy głosili swego czasu, że frank szwajcarski NAPEWNO nie wzrośnie, że ceny nieruchomości NAPEWNO będą rosły bez końca i te de, i te pe. A z drugiej strony ci sami ludzie mówią nam teraz, że podniesienie płacy minimalnej NAPEWNO spowoduje wzrost bezrobocia, że próba kontroli czynszów NAPEWNO zwiększy bezdomność, że podniesienie podatków najbogatszym NAPEWNO spowoduje spadek wpływów do budżetu etc.

W obu przypadkach to NAPEWNO zdaje się opierać na tym samym – na „modelach” wyrysowanych na kartce papieru i prezentacjach w powerpoincie, których nikt nie ma czasu ani ochoty konfrontować z rzeczywistością. Ważne jest, że można się wypowiedzieć z pełną powagą w mediach i zapunktować u tych, którym tego typu prognozy odpowiadają, przy okazji betonując debatę polityczno-ekonomiczną. Dlatego też ważne jest, byśmy słuchając w mediach owych ekspertów umieli po prostu ich rady puszczać mimo uszu.

5 komentarze/y

  1. Lub może należy też promować i słuchać ekspertów z innych środowisk 🙂

    Sprawa z Petru ma też drugi wymiar – w tym samym nrze GW w wywiadzie z P. Wrońskim Petru przyznał się, że w 2008 r. przewalutował swój kredyt we frankach (i rzekomo na tym stracił, ciekawe w jakim sensie – kurs w międzyczasie poszybował do prawie 5.00). W tym samym 2008 r. powtarzał w kółko to, o czym mowa w artykule – że kredyty frankowe są bezpieczne i opłacalne, a podejmowanie gwałtownych ruchów może być irracjonalne.

  2. Bez urazy, ale mało kto na świecie przewiedział uwolnienie kursu franka, które spowodowało nagły wzrost wartości. Poza tym pisze się „na pewno”, ale jaki poziom merytoryczny tekstu, taki i ortograficzny…

    • Jeśli ktoś byłby uczciwy intelektualnie to by powiedział po prostu „forex to loteria, nie mam pojęcia co będzie z kursem”.

  3. Rata „frankowiczom” wzrosla o 15% i generalnie nikt (lub tylko marginalna grupa) z tego powodu nie jest na skraju bankructwa i bezdomnosci. Mozna zarzucac wiele tzw. Banksterom ale nie nalezy manipulowac i klamac. Z kredytami walutowymi jest problem. Spadla plynnosc nieruchomosci ktore sa jeszcze nie splacone i to jest glowny problem. Z tym nalezy cos zrobic i w ten sposob pomoc. Prosze pisac rzetelnie. Mniej populizmu.

    • Jeśli ktoś ma kredyt o LTV na poziomie >100% i zero oszczędności, to moim zdaniem de facto jest na krawędzi bankructwa, nawet jeśli tymczasowo „spłaca ratę”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *